Woda to żywioł, nie miejsce wolne od opieki
Woda to żywioł, nie miejsce wolne od opieki
O beztrosce na plaży, mitach związanych z tonięciem i roli rodzica rozmawiamy z Michałem Lewandowskim, Prezesem Oddziału WOPR „Anioły” z Trzcianki.
Okres intensywnych upałów to czas, kiedy gorączkowo szukamy ochłody i możliwości odpoczynku-najlepiej przy zbiornikach wodnych. Nasz powiat daje nam pod tym względem ogromne możliwości. Liczne jeziora, baseny, czy w końcu malownicza Noteć, stanowią idealne schronienie przed lejącym się z nieba żarem. Pomimo, że plażowanie nieodmiennie kojarzy się nam z beztroską zabawą i idealnymi wakacjami, to od nas samych zależy, czy takie wspomnienia pozostaną w naszej pamięci. Woda to potężny żywioł i należy o tym bezwzględnie pamiętać. Na szczęście w naszym powiecie nad ładem i bezpieczeństwem czuwają ratownicy z Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego „Anioły”. Pod ich czujnym okiem możemy bezpieczniej korzystać z uroków tutejszych kąpielisk.
Na rozmowę z Prezesem Oddziału, Michałem Lewandowskim, umówiłam się na jednej z baz ratowników-tzw. „Nowej Plaży” w Trzciance. To właśnie tam odbywały się kolejne intensywne szkolenia na młodszego ratownika. Warto bowiem dodać, że działalność „Aniołów” nie ogranicza się tylko do sezonu letniego. Poza nim stowarzyszenie organizuje prężnie działające szkółki pływackie na basenach, gdzie od najmłodszych lat uczy dzieci technik pływania oraz-co najważniejsze-fundamentalnych zasad bezpieczeństwa nad wodą.
Rodzic zawsze na wyciągnięcie ręki
Jakie są najważniejsze zasady bezpiecznego wypoczynku nad wodą, które należy w sposób szczególny uświadomić rodzicom?
Michał Lewandowski: Kluczowa zasada jest prosta: rodzic musi być zawsze na wyciągnięcie ręki. Dziecko z natury jest ciekawe świata i zawsze znajduje się o krok przed nami. W przypadku dzieci do 9. roku życia musimy bezwzględnie przebywać bezpośrednio przy nich. Mniejsze maluchy powinny znajdować się w odległości nie większej niż pół metra od opiekuna.
Niestety, nagminną praktyką na kąpieliskach strzeżonych jest to, że rodzice – wiedząc o obecności ratownika – całkowicie zostawiają dziecko samemu sobie. Pamiętajmy: ratownik jest od ratowania i interweniowania w sytuacjach zagrożenia życia, a nie od prywatnego pilnowania naszych pociech. Rodzice na plaży nazbyt często czują się jak na wakacjach zwolnionych z odpowiedzialności i opieki nad własnym dzieckiem. Przy ogromnym tłumie ratownicy nie są w stanie upilnować każdego malucha i – powtórzę – nie jest to ich zadaniem. W takich warunkach niezwykle łatwo dochodzi do sytuacji, w której dziecko zrobi o jeden krok za daleko, straci grunt i zaczyna się podtapiać. To krytyczny, szalenie niebezpieczny moment, ponieważ w tłumie i hałasie jest to niemal niezauważalne. Dziecko zaczyna wtedy tzw. „spławikowanie”, czyli ciche i niezauważalne opadanie oraz unoszenie się pod powierzchnią wody.
Dzikie plaże – ukryte pułapki
Często szukamy ustronnych miejsc. Plaże niestrzeżone i tzw. „dzikie plaże”-korzystać z nich czy kategorycznie unikać?
Michał Lewandowski: Zdecydowanie najlepiej jest je omijać. Kąpieliska oficjalnie oznaczone i zgłoszone są odpowiednio przygotowane, sprawdzone oraz rekomendowane do bezpiecznej kąpieli. Ratownicy i odpowiednie służby weryfikują je pod kątem ukształtowania dna, występowania nagłych uskoków, nadmiaru niebezpiecznego mułu czy gęstych glonów.
Jeżeli jednak z jakiegoś powodu bardzo chcemy skorzystać z dzikiej plaży, musimy zachować potrójną czujność. Przede wszystkim należy unikać miejsc silnie mulistych, ponieważ grozi to dosłownym wciągnięciem w głąb mułu. Poważne zagrożenie stanowią także miejsca gęsto zarośnięte glonami i wodorostami, w które łatwo można się zaplątać, tracąc możliwość ruchu. Kolejną niewiadomą są nagłe uskoki dna-bez profesjonalnego zanurkowania i sprawdzenia terenu nie jesteśmy w stanie ich przewidzieć. Dlatego z pełną odpowiedzialnością rekomenduję kąpiele wyłącznie w miejscach sprawdzonych, a najlepiej tych oznaczonych i strzeżonych przez ratowników.
Niemy krzyk tonącego
Wielu z nas żyje w przekonaniu, że gdy komuś dzieje się krzywda w wodzie, usłyszymy wołanie o pomoc. Jak to wygląda w rzeczywistości?
Michał Lewandowski: To jeden z największych i najbardziej niebezpiecznych mitów. W rzeczywistości mamy do czynienia z tzw. niemym krzykiem. Proces tonięcia wiąże się z gwałtownym zalewaniem górnych dróg oddechowych, co fizycznie uniemożliwia wydobycie jakiegokolwiek głosu czy zawołanie o pomoc.
Kiedy tonący wpada w panikę-co jest stałym i naturalnym elementem tego procesu-zaczyna chaotycznie i rozpaczliwie wynurzać się na powierzchnię, próbując za wszelką cenę zaczerpnąć powietrza. Te próby skutkują natychmiastowym zalewaniem nosa i gardła, przez co człowiek nie jest w stanie wydać żadnego dźwięku ani zasygnalizować, że dzieje się coś złego. Wbrew filmowym wyobrażeniom, głośne chlapanie wodą praktycznie nie występuje, ponieważ cała dramatyczna walka o życie rozgrywa się tuż pod jej powierzchnią.
Cztery minuty na życie
To pokazuje, jak kluczowy jest czas reakcji. Mówimy tu o minutach, a nawet sekundach.
Michał Lewandowski: Dokładnie tak. Pamiętajmy, że gigantycznym zagrożeniem są nie tylko wielkie jeziora, ale również małe, przydomowe baseny ogrodowe. Należy mieć dzieci na oku zawsze, bez wyjątków – a w szczególności wtedy, gdy w basenie są miejsca, w których najmłodsi użytkownicy tracą grunt pod nogami. Najlepszym, prewencyjnym rozwiązaniem jest fizyczne zabezpieczenie wejścia do takiego basenu przed dziećmi.
To są ułamki sekund – moment nieuwagi, podtopienie i nagłe zalanie górnych dróg oddechowych. Alarmuję i apeluję: nie spuszczajmy dzieci z oczu ani na chwilę! Po odcięciu dopływu tlenu mamy zaledwie 4 minuty na skuteczne przywrócenie oddechu i uratowanie człowiekowi życia bez poważnych następstw neurologicznych.
Dodatkowo, wspomniana panika potężnie utrudnia sam proces ratowania. Standardową, instynktowną reakcją osoby podtopionej na widok ratownika jest próba dosłownego „wspinania się” po nim jak po drabinie, byle tylko utrzymać się nad wodą. Tonący, działając w amoku, nieświadomie wciąga ratownika pod wodę. Jest to ekstremalnie niebezpieczna sytuacja, dlatego na naszych kursach bardzo rygorystycznie szkolimy ratowników, jak mają się zachować w takich momentach. Do działań ratowniczych podchodzimy zazwyczaj w kilka osób, wykorzystując specjalistyczny sprzęt asekuracyjny, co nieustannie trenujemy podczas regularnych ćwiczeń. Bezpieczeństwo nad wodą zaczyna się jednak od profilaktyki i naszej własnej odpowiedzialności.
ZŁUDNE BEZPIECZEŃSTWO DMUCHANYCH ZABAWEK Dmuchane koła, materace czy kolorowe zabawki bywają śmiertelnie niebezpieczne. Bardzo łatwo jest się z nich ześlizgnąć i niespodziewanie wpaść prosto do zimnej, głębokiej wody. Co więcej, dryfując na materacu, nie jesteśmy w stanie realnie ocenić głębokości i niezwykle łatwo możemy wypłynąć na strefę głęboką. Dmuchane akcesoria dają nam i dzieciom bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa. Z tego powodu zaleca się, aby zabawa z takimi akcesoriami odbywała się wyłącznie w strefie płytkiej-optymalnie do 120 cm głębokości.
Woda to potężny żywioł, który potrafi dać mnóstwo radości, ale i w ułamku sekundy stać się śmiertelną pułapką. Aby letnie wspomnienia z urokliwych jezior czy basenów nie zamieniły się w życiowy dramat, musimy porzucić zgubną beztroskę i mity o dmuchanych zabawkach dających pełne bezpieczeństwo.
Wybierajmy wyłącznie kąpieliska strzeżone, szanujmy pracę ratowników WOPR i przede wszystkim – nie spuszczajmy z oczu naszych bliskich nawet na sekundę. Odpowiedzialność to najlepsza polisa na bezpieczne wakacje.
Starostwo Powiatowe - Alicja Augustyn-Sikorska


