Pamiętamy, doceniamy
Dokładnie 102 lata temu, 4 stycznia 1919 roku, mimo mrozu na zewnątrz atmosfera w Czarnkowie była gorąca i napięta. Kilka dni wcześniej 27 grudnia 1918 r., w Poznaniu wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Od władz powstania pozyskano 200 sztuk broni, a następnego dnia: Czarnków przeszedł bez walki w ręce polskie. Przez miasto kroczył pochód, a przy starszych młodzież szkolna z ludowej szkoły i z gimnazjum, która pozwalała sobie na wykrzyki pod adresem Niemców (…). Na czele pochodu szedł brat mój Andrzej chorągiew o barwach polskich z białym orłem i „powstań Polsko, skrusz kajdany, dziś twój triumf albo zgon” śpiewaliśmy na całe gardło.(fragment. Wspomnień Antoniego Henke, w: Oni dla Nas, My dla Nich 1918-1919)
Mimo że od tych wydarzeń minął cały wiek, ocalone od zapomnienia w wydawnictwie z 2018 roku pt.: „Oni dla Nas, My dla Nich 1918-1919” wspomnienia uczestników obrony ziem, na których dzisiaj żyjemy, wciąż wzbudzają duże emocje. Poniżej fragmenty wspomnień tych, którzy czynnie brali udział w walkach o Czarnków, a także nieśli pomoc chorym i rannym.
8 stycznia, kiedy powstańcy czarnkowscy opuścili miasto, by ruszyć na odsiecz do Chodzieży, dobrze uzbrojeni Niemcy napadli na miasto, docierając do jego centrum. Garstka pozostałych na miejscu „Sokołów” zacięcie broni Czarnkowa, jednak Niemcom udaje się zerwać polski sztandar z ratusza i wywieszają niemiecką flagę… walka jednak wciąż trwa. Niestety z minuty na minutę rośnie tylko liczba ofiar. Trafiony kilkoma kulami w głowę na rynku w Czarnkowie poległ m.in. Stanisław Putz, naczelnik „Sokoła”. Byliśmy już prawie w chwili poddania się. Nadeszła jednak pomoc z okolicznych wsi i nasi zdobywają ratusz, ale Niemcy bronią się jeszcze ręcznymi granatami (…). Wreszcie Niemcy poddają się i bierze się do niewoli tych, którzy nie zdołali jeszcze uciec (…). Na ratuszu powiewa znów polski sztandar. Z innej perspektywy opisuje te dni Stanisława Zagierska, sanitariuszka, która wstąpiła do organizacji „Sokół” i udzielała pomocy powstańcom. W tym dniu znaleźliśmy na torach ciężko rannego powstańca, pochodził z Prusinowa. (…) Podczas strzelaniny nikt nie chciał podejść do ciężko rannego, a więc ja z drugim powstańcem Wincentym Pitzem ściągnęliśmy rannego i ułożyliśmy na worek, bo noszy nie mięliśmy. Zanieśliśmy go do szpitala, do Czarnkowa, gdzie jednak zmarł po dwóch dniach. (…) Na trzeci dzień po powstaniu pojechałam z powstańcami do Gulcza, Roska i Wrzeszczyny. Tam zaczęłam organizować punkty sanitarne. Brak jednak było materiałów opatrunkowych, a więc chodziłam od domu do domu z prośbą o darowanie pościeli, bielizny względnie płótna na bandaże. W tym czasie mój syn został pod opieką powstańców. Na Rosko, Gulcz i Wrzeszczynę Niemcy zrobili napad, lecz zostali przepędzeni przez powstańców. Zdobytym autobusem podczas boju, pojechałam z Wincentym Pitzem na front, aby rozdać powstańcom naboje do karabinów i ręczne granaty, a jadąc z powrotem wieźliśmy rannych z frontu do Czarnkowa do szpitala. (fragment Wspomnień Stanisławy Zagierskiej z 1968 roku, w: Oni dla Nas, My dla Nich 1918-1919). Lektura tego opracowania, przy okazji rocznicy wybuchu Powstania, ale również w czasach, kiedy sami toczymy walkę o zdrowie, a często i życie, może być ciekawym doświadczeniem. Album wydany w 100. rocznicę tych wydarzeń zawiera również liczne zdjęcia przedstawiające samych powstańców, a także mieszkańców i realia ówczesnego życia. Album można nabyć w Muzeum Ziemi Czarnkowskiej w Czarnkowie.
red. Ludwika Wikieł
Starostwo Powiatowe w Czarnkowie

